Ostatnio Zaktualizowany:

Pisarskie zagwozdki: Jak edytowanie wpływa na nasz tekst?

Kategorie Paplaninki

 

     Witajcie, twórcy różnego rodzaju lub zwyczajni ludzie, zaciekawieni tajnikami edycji tekstu. Korzystam właśnie na całego z trzeciego dnia przedłużonego weekendu, dłubiąc w pozornie skończonym rozdziale pierwszym tworzonej od niedawna książki. Przebrnęłam przez dwie strony i postanowiłam zrobić sobie chwilową przerwę, ponieważ do głowy wpadł mi pomysł na szybki wpis z niezłą pisarską rozkminą.

      Zacznijmy jednak od początku: Czemu pozornie skończonym rozdziałem?

     Ano dlatego, że czegoś w nim brakowało. Owszem: na początku miałam swoją wielką chwilę chwały, gdzie zadowolona skakałam po całym pokoju, krzycząc “skończyłam pierwszy rozdział! Teraz pójdzie z górki!”, cała rozpromieniona kilkoma opiniami, mówiącymi “jejku, jest super, naprawdę mi się to podoba”. Ale ale! Pierwsze zachłyśnięcie się radością to nie wszystko. Nie wiem jak Wy, kochani, ale ja mam w głowie taki irytujący głosik, który po jakimś czasie krytycznie patrzy na stworzone teksty, rzucając “to nie jest najgorsze, jednak efektu łał brak”. Co wtedy robię? Zadręczam się rozkminami. Analizuję napisane fragmenty od A do Z, zastanawiając się, co można zmienić.

     Wiecie co wystarczyło zrobić zamiast tego?

     Dać tekst trzeciej osobie, dodając pytanie “co byś w nim zmienił/a?”.

     Tak, oto cały przepis na “sukces”, bo gdy wyślesz stworzony w pocie czoła fragment komuś bliskiemu, prosząc o opinię, prawie  n i g d y  nie będzie ona zawierała krytyki. Wszystko ulega jednak zmianie, gdy patrzysz na całość racjonalnie, zastanawiając się, co dana osoba widziałaby w nim inaczej.

     Jeśli chodzi o mnie oraz ciągle wspominany pierwszy rozdział, otrzymałam sugestię tego, aby skupić się nieco bardziej na otoczeniu. Co więc robię? Edytuję tekst dodając mu objętości dzięki drobnym wstawkom na temat wyglądu mijanego przez główną bohaterkę parku, kuszę się o różne wspomnienia z nim związane i ciekawostki. Przy okazji słabymi ruchami nakreślam również charakter oraz zachowania postaci, wokół której kręci się akcja opowieści. I tak oto z fragmentu, który we wcześniejszej wersji zajmował dwadzieścia linijek (liczyłam), zrobił się klocek na ponad sześćdziesiąt.

     Da się? Da, a przy odrobinie szczęścia takie wydłużanie wyjdzie tekstowi na dobre.

     Jeśli czujecie się tak samo, jak ja, jednak nie wiecie, co należy zmienić, dosłownie przyczepcie się każdego fragmentu i zadajcie sobie liczne pytania. “Czemu Emmę tak bardzo denerwuje słońce?”, “Co ma na celu wspomnienie starej fontanny, w której właśnie bawią się dzieciaki?”, “Jakie są zwyczaje mieszkańców miasteczka?” <- To wszystko poruszyłam w dobrych siedemnastu linijkach, nadając tekstowi grubości.

     Sami spójrzcie na screeny poniżej: naprawdę wygląda to lepiej z dopisanym tekstem, który zaznaczyłam na żółto, prawda? Jeszcze półtorej godziny temu wcale go tam nie było.

Co ma na celu ten wpis?

     Udowodnić, że my, twórcy, musimy grzebać w tym, co sami tworzymy. Edytowanie tekstu jest naprawdę ważne i jeśli czujecie, iż czegoś w nim brakuje, dłubcie do upadłego. Wyjdzie wam to tylko na dobre, bo jeśli macie plany wydawnicze, lepiej wyprzedzić redakcję, zanim sami zasugerują podobne zmiany. To jak zamówienie pudełka chińskiego żarełka i mieszanie w nim widelcem, w poszukiwaniu kawałeczków kurczaka. Im więcej będziemy dłubać, tym więcej wyciągniemy, a radość i satysfakcja, jakie z tym nadejdą, będą nie do opisania!

Osiemnastoletnia mieszkanka małego miasteczka w Danii. Pisarka amatorka, goniąca swoje marzenia. Śmieszek, uwielbiający w wolnym czasie oglądać kreskówki.

22 myślą nad “Pisarskie zagwozdki: Jak edytowanie wpływa na nasz tekst?

  1. Zauważyłam, że wiele osób zupełnie nie czyta tekstów, które pisze. Czasami dzięki temu można wyłapać na prawdę głupie błędy, które pojawiły się podczas pisania. Dlatego właśnie każdy tekst przed publikacją czytam 2-3 razy. 🙂

    1. Dokładnie. A to przecinek, kropka w złym miejscu, lub brak dużej litery, albo totalna literówka. Zawsze warto czytać to, co się skrobie – tak o, dla spokoju 😉

    1. Czasem dobrze jest właśnie pozwolić komuś zerknąć na nasze prace. Zawsze to dodatkowa para oczu, która – patrząc na tekst świeżo – może dać wiele cennych wskazówek.

  2. Strasznie podoba mi się twój blog, jest bardzo estetyczny. Odnosząc się do posta, również jest super. Sam kiedyś pisałem kreatywnie (tak to się nazywało na pewnej stronie) do póty, do póki nie usunięto mojej ukochanej stronki. Wtedy przerzucałem się z trzeciej na pierwszą osobę i na odwrót tylko po to, by sprawdzić w której osobie pisze mi się wygodniej i co najważniejsze, z której osoby potrafię napisać więcej. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że z trzeciej, bo mogę opisywać nie tylko ruchy głównej bohaterki, ale również jej rozmówcy, przechodnia, kogokolwiek! Post na pewno przyda się wielu osobom.

    Pozdrawiam!
    My blog.
    Instagram.

    My blog.
    Instagram.

    1. Dziękuje za komentarz. Cieszę się, że post się przydał, bo właśnie o to w tym wszystkim chodziło. Czasem fajnie jest eksperymentować, w której osobie się tworzy: ja często kręcę się od pierwszej po trzecią. To fajna zabawa!

    1. Niby tak, bo może wyjść z tego masło maślane, jednak według mnie takie dłubanie po pierwszym szkicu wychodzi na dobre…
      …gorzej, jeśli potem robi się to dalej. Wtedy można wpaść w błędne koło, nie będąc w stanie pójść dalej.
      To takie trochę wpadnięcie z deszczu pod rynnę, meh. I weź tu znajdź złoty środek.

  3. Dokładne sprawdzanie tekstu jest bardzo przydatne. Zanim coś opublikujemy, lepiej to dwa razy sprawdzić. Często można znaleźć błędy, bo coś przeoczymy. Ważne, aby to sprawdzić i mieć pewność, że jest dobrze:)

    1. No właśnie. Kilka minut poświęcone na ponownym przeczytaniu tego, co się tworzy, wyjdzie przecież tylko na dobre, a nigdy nie wiadomo, co dobrego można wyczarować podczas korekty!

    1. Każdy powinien tak robić, ale czasem niestety można trafić na osoby, które mają gdzieś coś takiego jak edycja własnego tekstu :/

  4. Oh, doskonale to znam. Moja artystyczna dusza od roku się zbiera, aby w końcu wypuścić pierwsze korzenie. Zbieram się no i nie mogę, nie wiedzieć czemu.
    Powodzenia, obyś tych zawahań miała jak najmniej !

    1. Dziękuje, naprawdę mi się to przyda. Ja natomiast w tym miesiącu mam tak, że kompletnie za nic nie mogę się zabrać. Jest to strasznie uciążliwe, mam wrażenie, iż wisi nade mną jakaś zmora lenistwa, która za nic nie chce odejść :/

  5. Świetny wpis! Przyznam się szczerze, że nienawidzę czytać tego co napisałam chwilę wcześniej, bo nie brzmi to tak super, jak w mojej głowie przed momentem i jestem bardzo krytyczna co do siebie. Ale jednak to robię, bo muszę poprawić błędy. Czytając blogi widzę, że większość tego nie robi, przez co ich treści są gorsze niż mogłyby być. Uswiadomilas mi również, że muszę powrócić do pisania swojej książki, bo szkoda mi tego pomysłu 🙂

    1. Bardzo dziękuje za Twój komentarz. Cieszę się, że przyczyniłam się do czegoś dobrego. Ja również jestem strasznym krytykiem od nośnie wszystkiego, co tworze. Trzeba jednak znaleźć balans między tym dobrym krytykiem, a złym, bo czasem jego obecność sprawia, że wszystko wychodzi gorzej, niż powinno :/

  6. Dokładnie, czasami wystarczy dać komuś do przeczytania nasz tekst, by ocenił i zasugerował nam drobne zmiany. Sama patrzę dość krytycznie na swoje teksty, więc przed publikacją ich na blogu wysyłam do najbliższych przyjaciół i wciskam chłopakowi przed nos, aby czytał i powiedział czy mu się podoba. Samokrytyka co do własnych tekstów też jest ważna, bo możemy dzięki temu udoskonalać nasze pisanie, co w Twoim przypadku wyszło świetnie <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.