Ostatnio Zaktualizowany:

Jak wiele cierpienia warte są ,,Tamte dni, tamte noce”?

Kategorie Kreatywne recenzje

     Książka z powyższego zdjęcia trafiła do mnie tak naprawdę czystym przypadkiem. Łaziłam po lotniskowych duty shopach, wcale nie przymierzając się do zakupy nowych czytelniczych pozycji. Szczerze mówiąc do tej pory nie umiem wyjaśnić jakim cudem sięgnęłam akurat po nią, skoro okładka nieszczególnie przypadła mi do gustu. Niemniej jednak “Tamte dni, tamte noce” znalazła się w moich łapkach. Przeczytałam opis z tyłu, zajrzałam do środka, a potem decyzja podjęta została bez mojej ingerencji: musiałam ją mieć.

TYTUŁ: Tamte dni, tamte noce

AUTOR: André Aciman

OPIS“Tamte dni, tamte noce” to historia nagłego i intensywnego romansu między dorastającym chłopcem a gościem jego rodziców w letnim domu we Włoszech. Obaj są zaskoczeni wzajemnym zauroczeniem i początkowo każdy z nich udaje obojętność. Ale w miarę jak mijają kolejne niespokojne letnie tygodnie, ujawniają się ukryte emocje: obsesja i strach, fascynacja i pożądanie, a ich namiętność przybiera na sile. Niespełna sześciotygodniowy romans jest doświadczeniem, które naznacza ich na całe życie. To, co odkrywają na Rivierze i podczas namiętnego wieczoru w Rzymie, jest jedyną rzeczą, której boją się już nigdy więcej nie znaleźć: totalną bliskością.  

 

     Jest tyle słów, które przychodzą mi na myśl, gdy chcę opisać tę książkę. Wszystkie jednak tkwią w gardle, nie potrafiąc jeszcze wyjść na powierzchnie. Nie są gotowe, tak samo, jak ja nie byłam na skończenie tej krótkiej powieści. “Tamte dni, tamte noce” to majstersztyk literatury. Czytając pozytywne opinie z tyłu okładki byłam nastawiona naprawdę sceptycznie do samego tworu: “Meh, pewnie przesadzają”, mówiłam. Ani przez chwilę nie pomyślałam jednak, że zaledwie pięć godzin później sama będę podpisywać się pod większością zdań na jej temat.

     Jak możecie wywnioskować z opisu, fabuła kręci się wokół rozmyślań siedemnastoletniego Elio, którego rodzice co roku przyjmują pod swój dach nowych wakacyjnych stypendystów. Tego lata pojawia się dwudziestoczteroletni, nieco zbyt pewny siebie i opryskliwy, Amerykanin Olivier. Od samego początku jego postać wzbudza wiele sprzecznych emocji w Elio, które przeradzają się w mieszankę wybuchową chorej fascynacji oraz pożądania.

    André Aciman ma niesłychany talent do opisywania emocji. Śmiem twierdzić, że do perfekcji opanował ukazywanie nastoletnich uczuć, takich jak niepewność. Jego styl i opisy są jak gorący nóż, wtapiający się finezyjnie w grubą kostkę zamrożonego masła. Płynnie ciągną akcję, ucząc czytelnika cierpliwości wraz z mozolnie upływającym czasem.

     Co do bohaterów to zostali wykreowani naprawdę realistycznie. Niesamowicie podobał mi się pomysł autora z kąpielówkami Oliviera, których kolor odzwierciedlał jego nastrój. Jest to dobry zabieg, aby sam twórca uporządkował sceny do charakteru i zachowania tej postaci w danym dniu. Książkowy Elio może natomiast zostać przez czytelnika odebrany na wiele sposobów. Sama niekiedy miewałam chwile, gdy nie wiedziałam, czy jego postępowanie oraz myśli przyprawiają mnie o większą fascynację, czy może są definitywnym przekroczeniem granic.

     Uważam jednak, że literatura naprawdę potrzebowała książki takiej, jak “Tamte dni, tamte noce”. My, ludzie, potrzebowaliśmy i nadal potrzebujemy tworów, które bez obaw dzielą się kontrowersją (i tutaj nie mam na myśli samego homoseksualnego romansu, a pewną scenę), udowadniając jednocześnie, że takie jest właśnie życie i nie powinno w nim być tematów oraz zachowań, określanych jako tab.

     Ogromny minus należy się jednak ekranizacji, która podbiła kina w zeszłym roku. Brakowało w niej pewnej sceny, reszta została nieumiejętnie przekształcona w coś, co nie podołało zadaniu perfekcyjnie wykonanemu przez książkę. Jako osoba dopiero odkładająca papierową wersję, doskonale wiedziałam, co, jak i dlaczego miało miejsce na ekranie. Podejrzewam jednak, że człowiek, chcący obejrzeć film bez przeczytania pierwowzoru, byłby cholernie zmieszany, nie mając również zielonego pojęcia o ciągu przyczynowo-skutkowym oraz wszystkim tym, co działo się w głowie nastoletniego Elio.

     To właśnie jego myśli, dylematy i pragnienia były kluczem do zrozumienia całego tworu.

     Kluczem, który scenarzyści adaptacji tak po prostu wyrzucili, ani przez chwilę nie próbując ratować filmu.

Osiemnastoletnia mieszkanka małego miasteczka w Danii. Pisarka amatorka, goniąca swoje marzenia. Śmieszek, uwielbiający w wolnym czasie oglądać kreskówki.

16 myśli nad “Jak wiele cierpienia warte są ,,Tamte dni, tamte noce”?

  1. Kąpielówki pod kolor nastroju? Szkoda, że ubrania tak nie działają, byłoby łatwiej 😀

    Zapraszam na mojego bloga.
    kaanaasia.blogspot.com

    1. Czy ja wiem, ta akcja z kąpielówkami to serio fajna sprawa. Elio przynajmniej wiedział, kiedy mógł bezpiecznie rozmawiać z Olivierem.

  2. Okładka może nie zachęca do przeczytania, ale jak wiadomo nie ona jest najważniejsza..,
    Po przeczytaniu recenzji stwierdzam, że książka jest warta uwagi 🙂
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    1. Właśnie. Miałam najpierw wątpliwości, bo mimo wszystko lubię kupować ładne książki, ale cieszę się, że udało mi się przekonać. Naprawdę warto były złamać pryzmat ładnej okładki, ponieważ treść jest po prostu cudowna! Jak najbardziej ją polecam!

  3. Mnie również ta książka totalnie zauroczyła, jeszcze długo po jej odłożeniu przeżywałam emocje targające bohaterami. Przyznam, że film także mi się podobał, ale wpłynęła na to głównie wspaniała gra aktorów (Timothée <3) i muzyka, która idealnie wpasowała się w klimat opowieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.