Ostatnio Zaktualizowany:

Twórcza gorączka #1 – Szkolnictwo w Danii [Przedszkola]

Kategorie Twórcza gorączka - Dania

Czym jest twórcza gorączka?

     Jest to cykl postów, gdzie będę dokładnie opisywała rzeczy na których się znam. Pojawi się w nim między innymi mój, niegdyś publikowany na Wattpadzie, pseudo-poradnik o nazwie How to (write) Denmark? opisujący codzienne życie oraz masę ciekawostek na temat tego kraju i jego zwyczajów. Wszystkie wpisy właśnie o wyżej wspomnianym miejscu znajdziecie w kategorii Twórcza gorączka – Dania.

Twórcza gorączka #1 – Szkolnictwo w Danii [Przedszkola]

Żłobek

     W przedszkolu, do którego chodzi mój siostrzeniec stanowi on całkowicie oddzielny kompleks pomieszczeń. Po wejściu do budynku można iść w prawo: do przedszkola, bądź w lewo: żłobka. Ułożenie tego podziału zależy jednak od indywidualnej dyrekcji każdej takiej placówki. Kilka lat temu byłam na praktykach w obu tych instytucjach, chociaż w różnych odstępach czasowych, gdzie żłobek znajdował się na parterze, a przedszkole zajmowało całe pierwsze piętro. Wszystko zależy od ilości miejsc i funduszy. Nie można się raczej zgubić, bo drzwi obu tych miejsc są poobklejane kolorowymi dekoracjami oraz znajduje się na nich napis „przedszkole/żłobek”.

     Żłobek składa się z całkiem małych dzieci: takich, które dopiero stawiają pierwsze kroki, bądź których czas na to jeszcze nie nadszedł. Dzień w żłobku zaczyna się od siódmej rano, jednak ekipa pracująca tam stawia się już o szóstej trzydzieści, aby włączyć światła i ogólnie przygotować się na cały dzień. Gdy przyprowadzeni zostają najmłodsi, jeden z pedagogów idzie do kuchni (około ósmej-dziewiątej, nie pamiętam dokładnie która to była godzina), skąd wraca z wózkiem ze śniadaniem. Usadzonym w specjalnych krzesełkach dzieciakom podawane są głównie kromki z chlebem (do posmarowania dżemem, bądź masłem, jak kto woli), mleko (uwaga — zimne! Nie ma opcji, aby ktokolwiek dostał ciepłe mleko. Nigdy.) i kukurydziane płatki. Do picia jest jedynie woda lub mleko. Śniadanie trwa do połowy godziny, potem pedagodzy zbierają talerzyki i kubeczki, a wybrana osoba odwozi wszystkie naczynia do kuchni.

     Cały dzień dzieci spędzają na zabawie. O godzinie jedenastej (albo dwunastej, nie pamiętam dokładnie) wszystkie maluchy zbierane są do spania. Każde dziecko jest najpierw przewijane w specjalnym pomieszczeniu, wybrany opiekun zmienia też ubrania i zakłada im czapeczki. Dlaczego? Ponieważ dzieciaki śpią na dworze.

     Tak, dzieciaki śpią na dworze, bez względu na to, czy jest środek lata, bądź też zimy. Mają na sobie oczywiście — tak, jak wspomniałam — odpowiednie, grubsze ubrania i przykryte są (niestety cienkim) kocykiem. Standardowo też przypina się je pasami, aby nie spadły w razie przebudzenia. Opiekunowie wyjeżdżają z każdym wózkiem na zewnątrz do specjalnego pomieszczenia, gdzie zostawiają swoich małych podopiecznych, dopóki ci nie zasną sami. Każde dziecko dostaje około godziny snu, który potem jest przerywany.

     Po drzemce standardowo wracają do zabawy, w niedługim czasie nastaje pora obiadu i frokostu (podwieczorku/lunchu). Obiadem głównie są papki, jednak zdarzają się też okazje, gdy nawet ci najmłodsi (którzy są w stanie jeść normalne posiłki) dostają do jedzenia kawałki mięsa z ziemniakami. Frokost stanowią głównie owoce. Cały dzień pracy w żłobku kończy się o godzinie siedemnastej, gdzie to wszystkie pociechy zostają odebrane przez rodziców. Pedagodzy zostają dłużej, żeby posprzątać przed nadchodzącym dniem, co zajmuje im około połowę godziny.

Młodsza grupa

     Powyższy przykład z dniem w żłobku opisałam z własnych praktyk, gdzie przez cztery dni pełniłam rolę „pedagoga dodatkowego”. Teraz jednak wrócę do mojego siostrzeńca i zasad jego przedszkola, które podzielone zostało na dwie grupy: „młodszą” i „starszą”. Obie mają swój własny „pokój”. Ten „gwiazdkowy” (stjerner) ma drzwi obklejone gwiazdkami z wielkim napisem, aby każdy wiedział, gdzie trafił. W pomieszczeniu znajduje się stolik z krzesłami, kanapa, szafki na obrazki i inne rzeczy oraz masa zabawek. Młodsza grupa obejmuje dzieciaki do 4 roku życia. Obie podzielone zostają na te dwa pomieszczenia. Załóżmy więc, że „gwiazdki” to młodsza grupa, a „motylki” (sommerfugler) jest starszą.    Niby bawią się i spędzają czas razem, jednak i tak są rozdzielone podczas jedzenia.

Starsza grupa

     Do starszej grupy przydzielone zostają dzieci od czterech lat wzwyż. Są one zwykle nieco grzeczniejsze i o wiele bardziej wolą bawić się z innymi, niż samotnie. Ich dzień przebiega podobnie, jak maluchów ze żłobka: przychodzą w godzinach od siódmej rano do dziesiątej (jeśli jednak ich nie będzie, pedagog dzwoni do rodziców i pyta o powód nieobecności), jedzą śniadanie (które jest takie samo, jak młodszych dzieci), a potem się bawią i śpiewają piosenki. Jedyną różnicą między dziećmi z przedszkola i żłobka, jest fakt, że ci starsi nie muszą chodzić spać (mogą, jeśli sami chcą) i oczywiście nie robią tego na zewnątrz. Również mają swoje dwie godzinki zabawy na powietrzu, która jest przymusem. Nie ważne, czy pada, bądź jest masa śniegu — i tak muszą wyjść.

     Bez względu na to, czy dziecko uczęszcza do żłobka bądź przedszkola, rodzic zmuszony jest do wpisania pewnych informacji do tabelki dnia. Znajdują się w niej dane pociechy, obok których zostawione są puste miejsca do uzupełnienia. Tam dorosły ma za zadanie zakreślić, czy dziecko pojawiło się już w placówce, napisać o której zostanie odebrane i przez kogo oraz dodać uwagi — jeśli takowe posiada.

     Od szóstego roku życia maluchy idą do zerówki (nulteklasse). Na ten temat jednak nie będę się wypowiadać, bo nie posiadam żadnej wiedzy w tym zakresie.

      Pozostawię Wam jednak mały bonus: Dzieci, które mają inną narodowość (na przykład są Polakami) i nadal mają trudności z językiem duńskim, muszą chodzić do modtagelsesklasse — klasy językowej, której temat poruszę w następnym wpisie.

     Uf, no to dotarliśmy do końca. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tak bardzo. Starałam się wypisać wszystkie informacje, jakie udało mi się zapamiętać, jednak nadal mam dziwne przeczucie, że coś mogło mi wypaść z głowy. No cóż, przecież każdemu się zdarza.

     Chciałabym usłyszeć Wasze zdanie na temat przeczytanego właśnie materiału. Co uważacie o całości? Przeraża Was pomysł z wystawianiem małych dzieci na dwór na, niekiedy, minusową temperaturę? Picie mleka z lodówki nawet podczas choroby? Brzmi strasznie, prawda?

Osiemnastoletnia mieszkanka małego miasteczka w Danii. Pisarka amatorka, goniąca swoje marzenia. Śmieszek, uwielbiający w wolnym czasie oglądać kreskówki.

12 myśli nad “Twórcza gorączka #1 – Szkolnictwo w Danii [Przedszkola]

  1. No to zimne mleko nie wydaje się dobrą opcją dla malucha. Co prawda sen na świeżym powietrzu bardzo dobrze wpływa na dziecko nawet jeśli jest temperatura ujemna (jeśli oczywiście jest naprawdę dobrze ubrane). A czy mają podczas snu na podwórku smarowaną buźkę jakimś kremem nawilżającym? Bo maluszki mają bardzo delikatną skórę i powinno się ją ciągle chronić.

    http://magdalenblog.blogspot.com/

    1. Oni nawet nie myślą o takich rzeczach. Owszem: dzieci są przykrywane dość grubymi kołderkami i mają kombinezony, ale o kremach nie ma mowy.

  2. Ciekawy post 🙂 Rzeczywiście wystawianie dzieci na niską tempetarurę i dawanie im do picia zimnego mleka to przesada. Takie małe dzieci powinno jak najdalej trzymać się od czegoś, co może wywołać chorobę.
    Pozdrawiam!
    My blog

    1. Tak naprawdę przed przeprowadzką nie sądziłam, że różnice będą aż tak duże. Sama byłam na początku nieźle zaskoczona.
      Dziękuje za komentarz oraz miłe słowa 😀

    1. Właśnie. Szczerze mówiąc, przed przeprowadzką wcale nie sądziłam, że Dania tak bardzo będzie się różniła od Polski, a tu takie zaskoczenie! Nie wierzyłam, iż ten kraj może zaskakiwać mnie prawie na każdym kroku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.